Bolesław Prus pisał w „Kurierze Warszawskim” w 1885 r.: „W takim Nałęczowie widywałem ludzi chorych na płuca, żołądek, nerwy, tak – że o własnych siłach chodzić nie mogli. No i mimo to tamtejszy kumys, hydroterapia i powietrze stawiały ich na nogi, jeżeli nie w pierwszym, to w drugim roku; naturalnie, gdy choroba nie weszła w fazę nieuleczalną, na którą pomaga tylko jeden gatunek wody – styksowa...”
Tak oto jeden z najsłynniejszych polskich pisarzy opisywał początki działalności pięknie położonego uzdrowiska w połowie drogi między Lublinem a Kazimierzem Dolnym. Prus był wiernym fanem Nałęczowa, podobnie jak później inni literaci – Henryk Sienkiewicz, Stefan Żeromski, czy Ewa Szelburg-Zarembina. Bo Nałęczów, szczególnie po odkryciu w miejscowym parku źródeł leczniczych wód mineralnych zaczął przyciągać jak magnes kuracjuszy i złaknionych wypoczynku letników, którzy nie tyle chcieli się podleczyć, ile spędzić wolny czas z dala od miejskiego zgiełku Warszawy, czy Lublina.
Lecznicze wody nieraz ratowały skórę szefom uzdrowiska, którzy czasem nie mieli pieniędzy i pomysłów na dalsze funkcjonowanie firmy. Na początku lat 90-tych ówczesne kierownictwo państwowego przedsiębiorstwa „Uzdrowiska Nałęczów” postanowiło wydzielić spółkę – córkę, która zajęła się wyłącznie produkcją wody mineralnej. Uzdrowisko miało udziały w spółce,a ponieważ woda zawsze nieźle się sprzedawała, to i cały sanatoryjny interes jakoś się kręcił. Choć z trudem.
– Na początku lat 90-tych pościel zmieniana była raz na turnus, był przydział papieru
toaletowego, pokoje nie miały łazienek i toalet. I w dodatku narzucono z góry normy zatrudnienia – tylko palaczy było trzydziestu pięciu. Gdyby nie sprzedaż wody, uzdrowisko miałoby kłopoty z utrzymaniem się na powierzchni – opowiada Wojciech Gucma, od 1996 r. prezes państwowego uzdrowiska, a potem sprywatyzowanego Zakładu Leczniczego Uzdrowisko Nałęczów S.A.
Ówcześni szefowie uzdrowiska robili, co mogli, by unowocześnić jego działalność. Zastąpili kotłownie węglowe kotłowniami na gaz, odremontowali niszczejący gmach „Starych Łazienek”, jednego z czołowych budynków kompleksu uzdrowiskowego i ułożyli nowe wodociągi. Ale pieniędzy, które uzbierali, nie starczyło na gruntowne, rewolucyjne inwestycje. Musieli pomyśleć o trwałym rozwiązaniu.
– Sprzedaż firmy była jedynym rozsą-dnym wyjściem. W 1999 r. uzdrowisko zostało skomercjalizowane, staliśmy się jednoosobową spółką Skarbu Państwa. To był pierwszy i naturalny krok do prywatyzacji – mówi dziś Wojciech Gucma.
I pierwsza prywatyzacja polskiego uzdrowiska. 22 sierpnia 2001 r. Zakład Leczniczy, położony na siedmiu hektarach wśrod malowniczego parku kupiła holenderska spółka East Springs International NV z siedzibą w Amsterdamie. Państwo sprzedało Holendrom 85 proc. udziałów w spółce za 38,8 mln zł, resztę objęli pracownicy. Uzdrowisko zrezygnowało z udziałów w spółce, produkującej wodę mineralną, w zamian za to nowy inwestor zobowiązał się do wyłożenia na wszelkie inwestycje – remonty i budowę nowych gmachów nie mniej, niż 30 mln zł w latach 2002-2004. Zapewnił też, że nie zredukuje zatrudnienia poniżej 441 etatów do stycznia 2005 r.
– Znalezienie inwestora to nie było proste zadanie. Nie rzuciło się nagle tysiąc chętnych do kupienia uzdrowiska. Trzeba było mieć pomysł na dalsze funkcjonowanie firmy, na jej dynamiczny rozwój – opowiada Gucma.
Holendrzy dostali dokument strategiczny, w którym władze uzdrowiska przedstawiły klarownie swoją wizję: sanatorium będzie się rozwijało w oparciu o współpracę z Narodowym Funduszem Zdrowia, powstanie też SPA i specjalistyczne ośrodki medyczne, nastawione na poważne leczenie, a nie sanatoryjną kurację, czy odnowę biologiczną.
Okazało się, że współdziałanie tych trzech elementów zadziałało. Zakład Leczniczy Uzdrowisko Nałęczów podpisał kontrakt z NFZ na świadczenie usług sanatoryjnych, a nowopowstałe gmachy – Atrium i Termy Pałacowe wykorzystano m.in. na SPA. Ściągnięto też do Nałęczowa lekarzy specjalistów – powstał ośrodek chirurgii oka prof. Zbigniewa Zagórskiego, ośrodek kardiologii inwazyjnej „Ikardia” oraz ośrodek leczenia ortopedycznego „Arthros”. Holendrzy zrobili więcej, niż wynikało z umowy – zainwestowali w sanatorium aż 40 mln zł.
– Od czasu, gdy weszli do uzdrowiska, zaczęły zmieniać się warunki, w jakich przyjmowaliśmy gości i kuracjuszy. Wyremontowaliśmy budynki sanatoryjne i postawiliśmy trzy nowe – Atrium, Termy Pałacowe i Jesienną Rezydencję – dziś w każdym pokoju jest telewizor, łazienka, toaleta i telefon. Mamy też swój kanał informacyjny. Gość włącza telewizor i dowiaduje się o zaletach uzdrowiska i ofertach – mówi prezes Gucma.
Największym sukcesem było jednak przekonanie kuracjuszy, że do sprywatyzowanego sanatorium można pojechać nie wydając ani grosza. Umożliwiał to kontrakt z NFZ. Fundusz płacił za pobyt kuracjuszy.
– Okazało się nawet, że rok w rok przychody z NFZ nam rosły, podczas, gdy w innych uzdrowiskach spadały – dodaje Gucma.
To prawda – jeszcze w 2000 r., tuż przed prywatyzacją przychody z NFZ wynosiły 5,7 mln zł, a w tym roku, tylko po dziewięciu miesiącach przychodów z NFZ było 11,6 mln zł. Kuracjusze mogą liczyć na takie same warunki, jak klienci komercyjni, którzy płacą z własnej kieszeni za pobyt w Nałęczowie. Ale Gucma przezornie patrzy na przyszłość uzdrowiska i dlatego od pewnego czasu we współpracy z NFZ stawia na finansowanie specjalistycznej medycyny, a nie zabiegów kuracyjnych.
– W wyniku kryzysu NFZ ma coraz większe pustki w kasie, bo topnieją wpływy ze składek. Jeśli urzędnicy będą mieli do wyboru: sfinansować kurację w uzdrowisku z borowiną albo leczenie w prywatnej klinice ortopedycznej, to raczej sfinansują to drugie – zauważa prezes Gucma.
Od 2007 r. spółka zaczyna przynosić zyski. Najgorszy był 2004. – uzdrowisko zanotowało 7 mln zł straty, bo oddano wówczas do użytku sztandarowe inwestycje. Jeszcze w 2005 r. firma była na minusie, w 2006 r. bilans finansowy wyszedł na zero, a w 2007 r. uzdrowisko zarobiło milion złotych. W tym roku, do końca września firma zarobiła już 1,4 mln zł. Pod koniec grudnia ruszy rozbudowa hotelu uzdrowiskowego na potrzeby Euro 2012.
– Po wynikach widać, że rośniemy i że działalność uzdrowiskowa jest jednak opłacalna, jeśli realizuje się rozsądne pomysły – uważa Gucma.
Bez holenderskiego kapitału nie byłoby też pieniędzy na promocję gminy, która stoi kuracjami i szczyci się hasłem: gmina zdrowia, urody i sportu – rocznie uzdrowisko wydaje 1,5 mln zł na cele marketingowe: wspólnie z gminą urządzane są międzynarodowe wyścigi w kolarstwie górskim Grand Prix MTB oraz zawody balonowe. Zakład Leczniczy założył też lokalną organizację turystyczną, która zrzesza jedenaście gmin i uruchomił portal Kraina Lessowych Wąwozów, reklamujący jedną z największych atrakcji turystycznych regionu.
– Uzdrowisko jest wielkim atutem gminy. Dzięki temu, że zarabia i ma pieniądze na dalsze inwestycje, rozwija się też cała gmina – więcej ludzi przyjeżdża po to, by napić się Nałęczowianki i wypocząć w parku, niekoniecznie od razu zapisując się na kilka godzin zabiegów – mówi Artur Rumiński, zastępca burmistrza Nałęczowa.
Wniosek jest oczywisty: Nałęczów daje dobry przykład innym państwowym uzdrowiskom. Niebawem dojdzie do sprzedaży sanatorium w nadmorskiej Ustce – zainteresowanie ofertą wyraziła już spółka Hotel Lubicz. W rękach państwa są na razie 24 uzdrowiska. Tylko siedem z nich ma pozostać w rękach państwa. Nie dalej, jak trzy lata temu polskimi uzdrowiskami zainteresowane były firmy z krajów Bliskiego Wschodu, takich jak Kuwejt i Arabia Saudyjska, dziś pośród potencjalnych kupców są głównie firmy polskie, np. Centermed, Remes, czy STP Investment z Bochni. Aż 21 uzdrowisk ma dodatnie wyniki finansowe, co zwiększa ich wartość.
Szczęśliwszą od polskich inwestorów rękę do polskiego piwa miały wielkie międzynarodowe koncerny piwowarskie. Dzięki nim Polska weszła do grupy piwnych mocarstw, a prywatyzacja browarów zaliczana jest do najbardziej udanych w…
Sprzedaż Browarów Okocim to jeden z przykładów udanej prywatyzacji. Zakład stał się jednym z najnowocześniejszych w tej branży w Europie. Wszystko dzięki setkom milionów złotych zainwestowanych w firmę w Brzesku.
Była odlewnia metali i żeliwa, jest nowoczesna fabryka. Kiedyś firma robiła emaliowane garnki. Dziś w trzech fabrykach produkuje ponad milion sztuk sprzętu AGD.
Zakłady Celulozowo-Papiernicze w Kwidzynie są przykładem udanej prywatyzacji. Zyskali wszyscy
– od pracownika firmy po zwykłego obywatela miasta.
Prywatyzacja kolskich zakładów to wzorowy przykład przekształceń własnościowych. Z korzyścią nie tylko dla inwestora, ale i lokalnej społeczności
Spółka powstała ponad pół wieku temu. Dziś jest największym w Polsce producentem tłuszczów roślinnych. Odniosła duży sukces, między innymi dzięki sprawnej prywatyzacji
Już kolejne pokolenia Polaków cieszą się smakiem czekolad z charakterystycznym logo na opakowaniu: E.Wedel. Coś, co chcieli zniszczyć komuniści, świetnie działa na wolnym rynku.
Największy polski bank to znakomity przykład na to, jak szybko prywatyzacja może zmienić wieloletni wizerunek firmy. Wprowadzenie akcji na giełdę otworzyło nowe możliwości rozwoju, PKO BP stał się bankiem nowoczesnym.
Polska Grupa Energetyczna zadebiutowała na warszawskiej giełdzie 6 listopada 2009 r. Jej pojawienie się na GPW okazało się największym finansowym wydarzeniem ubiegłego roku w Polsce, a jednocześnie pierwszym pod względem…
Spektakularny debiut i rekordowe wyniki PZU pokazały siłę naszej gospodarki i zwiększyły zainteresowanie społeczeństwa giełdą
Bez pieniędzy strategicznego inwestora PZL nie poradziłby sobie z pilną, właśnie szykowaną modernizacją śmigłowca Sokół
W styczniu resort skarbu sprywatyzował dwa uzdrowiska i zapewnia, że to dopiero początek sprzedaży państwowych kurortów. W zmodernizowanych ośrodkach kuracjusze będą mogli liczyć na znacznie wyższą jakość usług. Wbrew pozorom…
Cena emisyjna akcji wyniosła 48 zł, dziś oscyluje wokół 75 zł. Roczne inwestycje w nową kopalnię przekroczą pół miliarda złotych
Pierwsza oferta publiczna akcji Tauron Polska Energia była projektem przeprowadzonym przez Skarb Państwa zgodnie z założeniami Akcjonariatu Obywatelskiego – bez lewarów, bez redukcji, bez kolejek.