Jakie towary i usługi powinny być dostarczane przez rząd, a jakie przez firmy prywatne? Czy stal albo samochody powinny być produkowane w państwowych fabrykach? Kto powinien zajmować się gospodarką odpadami, przedsiębiorstwa municypalne czy prywatne? A może cała gospodarka powinna być uspołeczniona? Takie i podobne pytania zadawane są od dziesięcioleci, a nawet od wieków. W różny czasach udzielano na nie odmiennych odpowiedzi.
Jeszcze pół wieku temu poglądy preferujące własność publiczną były powszechnie podzielane przez ekonomistów. Tuż po drugiej wojnie światowej pochodzący z Karaibów Arthur Lewis, znany jako pierwszy czarnoskóry laureat nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomi, postulował państwową własność ziemi, kopalin, sieci telefonicznych, agencji ubezpieczeniowych
i przemysłu motoryzacyjnego. Inny noblista, Brytyjczyk Jamek Meade, uważał, że gospodarka jako całość zyskałaby, gdyby znacjonalizowano hutnictwo i przemysł chemiczny.
Nie były to wyłącznie rozważania akademików. Wpływ opinii wyżej wymienionych ekonomistów, oraz wielu im podobnych, daje się łatwo zauważyć w polityce gospodarczej państw kapitalistycznych po drugiej wojnie światowej. W większości z nich znaczenie własności państwowej rosło od końca lat czterdziestych aż do początków lat osiemdziesiątych. W szczególności, dotyczyło to Europy Zachodniej. Ale także w innych rejonach świata nacjonalizowano sektory uznane za strategiczne. W tym samym czasie
w Europie Wschodniej i na dużej części Azji triumfy święciła ideologia komunistyczna, nie przewidująca w ogóle żadnego miejsca dla prywatnej własności środków produkcji. Ogólnego trendu nie powstrzymały głosy zwolenników własności prywatnej, takich jak Milton Friedman, skądinąd też laureat nagrody im. Nobla.
Na popularność państwowej własności niewątpliwie wpływ miały żywe jeszcze doświadczenia czasów Wielkiego Kryzysu, który tuż przez wojną światową zdewastował ekonomię wielu państw i zachwiał wiarą w gospodarkę rynkową. Na wyobraźnię działały też przesadzone raporty o sukcesach forsownej industrializacji w Związku Radzieckim. Jednocześnie opinia publiczna i większość ekonomistów nie dostrzegała konsekwencji politycznej kontroli nad firmami ani związku pomiędzy własnością prywatną i innowacjami.
Przykłady słynnych nacjonalizacji w krajach zachodnich to upaństwowienie Renault we Francji oraz szeregu firm w Wielkiej Brytanii (Bank of England, kopalnie węgla kamiennego, koleje i wiele innych). W Portugalii, po obaleniu dyktatury w 1974 roku, lewicowy rząd tymczasowy znacjonalizował wszystkie banki, firmy ubezpieczeniowe, naftowe i większość przemysłowych.
Współcześnie zdajemy sobie już sprawę z ograniczeń biurokratycznej kontroli nad środkami produkcji, do których należy niska wydajność, przerosty zatrudnienia (zwłaszcza w działach nieprodukcyjnych) a przede wszystkim brak bodźców do obniżania kosztów oraz wprowadzania nowych rozwiązań. Słabość przeregulowanego, kontrolowanego przez urzędników przemysłu obnażyły dwa wydarzenia – kryzysy lat siedemdziesiątych oraz upadek realnego socjalizmu w Europie Środkowo-Wschodniej.
Rozczarowanie niską efektywnością państwowych przedsiębiorstw skłoniło polityków
w wielu krajach do powtórnej prywatyzacji wielu działów gospodarki znacjonalizowanych
w poprzednim okresie. Na przykład w Wielkiej Brytanii koleje, upaństwowione w 1979 roku, w 1993 roku wróciły w ręce prywatne. Trzy lata później, we Francji został sprywatyzowany koncern Renault. Również w Portugalii sprywatyzowano wszystkie przedsiębiorstwa znacjonalizowane po 1974 roku, a także niektóre, które były państwowe nawet przed rewolucją.
Współcześnie zdarza się, że rząd kraju wolnorynkowego przejmuje udziały w prywatnym przedsiębiorstwie, aby nie dopuścić do jego upadku. W ostatnich miesiącach dotyczyło to najczęściej banków zagrożonych z powodu kryzysu finansowego. Inaczej jednak niż kilkadziesiąt lat temu, takie nacjonalizacje są z góry uznane za tymczasowe. Rządy mają zamiar sprzedać przejęte aktywa, gdy tylko uspokoi się sytuacja na międzynarodowym rynku finansowym.
Jeśli nie nacjonalizacja, to co?
Podstawową przesłanką, którą kierowali się przeciwnicy prywatnej własności, była obawa przed prywatnym monopolem, a dokładniej przez możliwością nadużycia przewagi monopolistycznej przez dominującą firmę. Może to być szczególnie uciążliwe w przypadku tak zwanych monopolów naturalnych, jak na przykład zarządzający siecią wodociągów. Zmiana przedsiębiorstwa dostarczającego wodę do domu jest na tyle trudna technicznie, że nie ma mowy o wolnej konkurencji w tej dziedzinie. Podobna sytuacja często występuje w takich dziedzinach jak telekomunikacja, koleje czy poczta.
W sektorach, w których działa wolna konkurencja, przedsiębiorstwa starają się sprzedawać jak najtaniej produkty możliwie najwyższej jakości. Tylko w ten sposób mogą utrzymać się na rynku. Sytuacja prywatnego monopolisty jest zupełnie inna – w trosce o dobry wynik finansowy produkuje jak najtaniej, sprzedawać jak najdrożej, a jakość jest w ogóle nieistotna. Cierpią na tym klienci i dostawcy.
Tak jest na ogół w przypadku prywatnych monopolistów. Państwowe przedsiębiorstwa mogą kierować się innymi niż zysk celami, na przykład koniecznością zapewnienia powszechności usługi albo zapewnienia zbytu dla surowców.
Dlatego też nacjonalizacja miała być, jak uważano w pierwszych powojennych dekadach, optymalnym rozwiązaniem w przypadku tych sektorów gospodarki, w których groźba monopolizacji była najbardziej realna. Dzięki upaństwowieniu, monopole miały być poddane społecznej kontroli, co z kolei miało zapobiec narzucaniu zbyt wysokich cen i zbyt niskiej jakości usług.
Społeczna kontrola nie musi jednak wiązać się ze społeczną własnością. Jeśli podda się prywatne firmy odpowiedniemu nadzorowi, można zapobiegać nadużywaniu przez nie przewagi rynkowej, nawet jeśli działają jako monopole naturalne. Jednocześnie nie traci się korzyści, jakie wynikają z większej efektywności prywatnego zarządzania.
We współczesnych gospodarkach rynkowych nawet takie usługi jak zbiórka odpadów, dostawa wody pitnej czy edukacja w coraz większym stopniu zapewniane są przez podmioty prywatne. Niemniej wciąż tego typu usługi opłacane są ze środków publicznych.
Zamiast prowadzić biznes, państwa lub samorządy terytorialne powinny dążyć raczej do kontraktowania pewnych ważnych dla ludności usług i nadzorować ich dostarczanie.
W przypadku towarów typowo konsumpcyjnych, rola państwa powinna ograniczyć do nadzoru rynku przez agendy antymonopolowe. W Polsce taką agendą jest Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta.
Prawo do własności prywatnej jest głęboko wrośnięte w kulturę szeroko rozumianego Zachodu. Jego źródła można znaleźć nawet w spisanych przed wiekami świętych tekstach judaizmu, chrześcijaństwa i islamu.
W slumsach i ubogich dzielnicach wielkich miast trzeciego świata mieszkają przedsiębiorcy, posiadający aktywa warte miliardy dolarów. Ponieważ jednak nie posiadają zagwarantowanych praw własności, miliardy te są jedynie martwym kapitałem.
Koncepcja własności, czyli prawa do dysponowania jakąś rzeczą jest równie stara jak ludzkość. Nawet we wspólnotach pierwotnych ludzie posiadali na własność jakieś drobne przedmioty, takie jak broń, ubrania czy naczynia.…
Prawie 40 lat temu na łamach prestiżowego czasopisma Science po raz pierwszy opublikowano tekst, który miał się stać jednym z najczęściej przedrukowywanych artykułów naukowych. Choć jego autor, Garrett Hardin, był…
Przez wiele dziesięcioleci ekonomiści spierali się o racjonalność decyzji podejmowanych w gospodarce zdominowanej przez własność wspólną. Najbardziej znanymi adwersarzami byli Polak, Oskar Lange, zwolennik rozwiązań socjalistycznych, oraz austriacki ekonomista Friedrich…
Czym jest własność? Dla żyjącego w pierwszej połowie XIX wieku Frederica Bastiata własność jest częścią człowieczeństwa. W Prawie (1850) napisał: „Życie, zdolności, produkcja – innymi słowy: osobowość, wolność, własność –…
Wszystko zaczyna się od domu! Kto z nas nie marzył lub wciąż nie marzy o posiadaniu – nawet najmniejszego – ale jednak WŁASNEGO domu i to koniecznie z ogródkiem! Pragnienia…